niedziela, 30 stycznia 2011

SZKICOWNIK


Z mojego szkicownika...

poniedziałek, 24 stycznia 2011

PIESKI DLA BABCI

Pamiętacie Ambera i Gingera - dwa niesamowicie wdzięczne psiaki rasy pomeranian? Tym razem z okazji Dnia Babci dzieci namalowały wspaniałe psie portrety.

Praca Wiktorii (lat 6 i 4miesiące). Od lewej Amber, Babcia i Ginger. Format 42x60. Pasetele olejne i akryle.


Praca Benia (lat 5 i 2 miesiące). Amber z lewej. Ma na lewym oku łatkę i jest upudrowany (to czerwone). Ginger też ma łatkę na lewym oku a poza tym drugą na szyi i długie, czarne uszy. Poza tym mają tatuaże, obroże z kokardkami, bransoletki i każdy ma swoją wodę do picia. Format 42x60. Pastele olejne.

piątek, 21 stycznia 2011

WRONY

Kiedy budzę dzieci rano i nie mają ochoty wstawać, Benio chowa się w najdalszy kąt łóżka i przykrywa starannie, a Wiktoria jęczy i wierzga i trzeba uważać żeby nie nie oberwać. Nie pomaga ściąganie kołdry, włączanie głośnej muzyki, upominanie itp. Jest tylko jedna metoda - wymaga ode mnie rozbudzenia wszystkich moich zaspanych szarach komórek, co jeżeli mi się uda, działa bezbłędnie- trzeba mianowicie towarzystwo rozśmieszyć. Kiedy zaczynają się śmiać zapominają o spaniu.
Kiedy dziś Wiktoria wykrzyczała, że nie wstaje, powiedziałam, że kracze jak stara wrona, o tak KRA! KRA! KRA! I poleciało. Za chwile krakaliśmy wszyscy, a małe wronki przytulały się do mamy wrony i już nikt nie marudził! No i małe wronki nie poszły do przedszkola tylko poleciały.
Po przedszkolu byliśmy na zajęciach z ceramiki, na których dzieciaki lepiły wronki w gniazdkach i jeszcze następnego dnia Wiktoria przyniosła rysunek ptaszka z przedszkola.
Nie ma to jak się dobrze obudzić.

GORĄCZKA KARNAWAŁOWA

KSIĘŻNICZKI


czwartek, 20 stycznia 2011

sobota, 15 stycznia 2011

PROJEKT DOMEK

Mąż przyniósł stare ścienne kalendarze z pracy - drukowane na pięknym kredowym papierze w formacie 100x70.


W domyśle tylna strona miała być do malowania, W praktyce wyszło tak: najpierw było z pół godziny oglądania, czytania cyferek, przeliczania, przeskakiwania z pola na pole itp, A następnego dnia znienacka zaczęła wyrastać z tego konstrukcja. Jeden arkusz na płasko jako podłoga, cztery zrolowane pionowo jako słupy, następny na dach (na dach udostępniłam w końcu sztywną tekturę, żeby się nie zapadał), kolejny na tylną ścianę. Mocowane na budowlaną taśmę maskującą i na kolorową taśmę izolacyjną, wykończone papierem samoprzylepnym (wszystko co tylko było w domu) i ozdobione naklejkami.
Był to projekt Wiktorii, Benio tego dnia wymiotował od 6 rano i cały dzień spędził w łóżku (naszym, bo w łóżku mamy i taty choruje się oczywiście lepiej). Kiedy domek nabrał już kształtów, Wiktoria koniecznie chciała namówić brata, żeby się w nim położył, ale Benio czuł się na tyle fatalnie, że nie miał zupełnie na to ochoty. Zapragnął jednak w końcu zmienić rodzicielskie łoże na swoje własne i wtedy domek posłużył za "karetkę".


Wiktoria wyklejając swój domek cały czas mówiła o morzu, piasku i muszelkach, jak to będzie fajnie używać tego domku na plaży, że zrobi specjalną półkę do suszenia muszelek i że "chyba zemdleje tak się tego nie może doczekać" Delikatne sugestie na temat rozmiarów domku i trudności w transporcie rozwiązała zwięzłym - kupimy przyczepę, a potem, że najpierw do samochodu wsadzimy domek, a potem do domku torby - i jak tu dyskutować z taką racjonalnością?
Zostałam zaproszona do środka domku, ale ledwie się tam zmieściłam na czworakach, co ją bardzo rozśmieszyło i powiedziała, że wyglądam jak byk w zagrodzie :) A na koniec dnia ułożyła się spać w domku.


Domek ostatecznie został ulepszony o przestrzeń do suszenia muszelek i specjalne koperty na muszelki, do których na razie trafiły odbitki z zeszłorocznych wakacji nad Bałtykiem.
Mąż kiedy zobaczył jaki gabaryt powstał z kalendarzy zapytał nieśmiało: "Nie mogłaś jej jakoś powstrzymać?" HIPOKRYTA. Jego osobisty projekt pod hasłem domowy browar zajmuje conajmniej dwa razy więcej miejsca!

Dorzucam stan na dzień 21 stycznia:


Z ostatniej chwili (tj 24 stycznia): tylna scianka wytapetowana papierem samoprzylepnym z nowej dostawy, drobne korekty w środku, w planach robienie wyposażenia wnętrz. I wspaniała wiadomość dziadek zgodził się przechować domek do lata na swoim strychu :)

ŁÓDKA

Wiktoria obejrzała z tatą zdjęcia z wakacyjnego wyjazdu nad morze. I zaczęła snuć plany na następne wakacje. Z tekturowej rury-tuby, którą mamy nie wiadomo skąd i która nie wiadomo do czego służyła oraz z drugiego tekturowego rulonika na którym był nawinięty papier ozdobny do prezentów zrobiła żaglówkę.


Żaglówka była też rekinkiem, który macha ogonkiem.

Najbliższe wakacje to projekt WYJAZDU BYLE GDZIE. A na taki wyjazd jedzie się z namiotem i bez mapy (można ewentualnie wziąć GPS żeby na koniec dowiedzieć się gdzie się dojechało :) - Wiki.


Jest jeszcze jeden pomysł, który czeka na wprowadzenie w życie, a mianowicie zrobienie WIELKIEJ KSIĘGI PRZYGÓD...

środa, 12 stycznia 2011

CHOINKA

Dekorując choinkę znalazłam bombki zrobione 2 lata temu, kiedy dzieciaki miały 3 i 4 lata i też były chore przed świętami. Mieliśmy w domu całkiem sporo okrągłych podkładek pod piwo (Alu przydały sie!), które zostały pracowicie pomalowane na dowolne kolory i jeszcze pracowiciej ozdobione brokatowym klejem, cekinami, stempelkami z ziemniaka i zakupami z pasmanterii (pani w pasmanterii miała nas zupełnie dość - tyle rzeczy ile musiała uciąc po 10 cm, a cały rachunek wyniosł niewiele ponad 10 zł :) I to te bombki teraz nadają chrakter choince, bo te szklane, a zwłaszcza te większe szklane, znacząco się przerzedziły, a nawet bardzo znacząco.







Łańcuchy choinkowe powstały zgodnie z karteczką-niespodzianka z kalendarza adwentowego, a na czubku wisial aniołek Wiktorii z białym welonem z firanki (Ewo, dzięki za ścinki!)


KALENDARZ ADWENTOWY

Po raz pierwszy zrobiliśmy kalendarz adwentowy.
Założenia były takie: miało być prosto i łatwo do zrobienia, niematerialnie, więc żadnych drobiazgów i żadnych słodyczy i tak żeby zaangażować do zabawy wszystkich członków rodziny.
Wykorzystaliśmy znowu nasze oświetlenie, wyszło to tak:



W środku były zadania:
- pieczemy pierniczki,
- uczymy się śpiewać wybraną kolędę,
- zabawa w "Gdybym był królem to kazałbym żeby wszyscy moi poddani...."
- nocny spacer z latarkami,
- gramy w totolotka, każdy skreśla sam,
- idziemy na sanki, teraz!
- robimy łańcuch na choinkę,
- zabawa w mówienie słów na ostatnią literę poprzedniego słowa,
- wspólne czytanie opowieści bożenarodzeniowej (z książeczki dla dzieci)
- wspólne czytanie fragmentu Biblii (wersja dla dorosłych)
- robimy odbitki z dłoni,
- robimy popcorn,
- robimy świąteczna girlandę,
- malujemy bombki,
- wyprawa do cukierni, każdy wybiera swoje ciastko sam,
- wysyłamy kartki świąteczne,
- list do św. Mikołaja,
- idziemy na dwór na bitwę w śnieżki (może też być bitwa na poduszki)
- robimy świąteczne zdjęcie (można się przebrać),
- dokończ zdanie: "Lubie moja siostrę (mamę, tatę) bo...
- 10 minut przytulanek,
- zabawa w wydłużanie zdania,
- itp


Żeby się nie wkopać w coś absolutnie nierealizowalnego w danym momencie, a jednocześnie żeby samemu też mieć niespodziankę koperty opisałam na zewnątrz hasłami: plastyka, wyjście z domu, kuchnia, zabawa, słowa i jeśli zajęcie wymagało dużo czasu to czas.

Najbardziej sprwadziły się krótkie zabawy słowne (bo łatwe do zrealizowania) i przebieranie do zdjęcia (dziaciaki były tym zachwycone).

Nie wszystko nam się udało: nie zaczęliśmy na czas i tak naprawdę jeszcze nieskończyliśmy - ostatnie kartki czekają na zdjęcie - wszystkie wyjścia z domu nie zostały zrealizowane przez chorowanie przed swiętami.

CZAS - z nim chyba njtrudniej dojść do porozumienia.

5 URODZINY

Obchodziliśmy jakiś czas temu 5 urodziny Benia. Wspomnienie po dekoracji zrobionej z tej okazji.