sobota, 15 stycznia 2011

PROJEKT DOMEK

Mąż przyniósł stare ścienne kalendarze z pracy - drukowane na pięknym kredowym papierze w formacie 100x70.


W domyśle tylna strona miała być do malowania, W praktyce wyszło tak: najpierw było z pół godziny oglądania, czytania cyferek, przeliczania, przeskakiwania z pola na pole itp, A następnego dnia znienacka zaczęła wyrastać z tego konstrukcja. Jeden arkusz na płasko jako podłoga, cztery zrolowane pionowo jako słupy, następny na dach (na dach udostępniłam w końcu sztywną tekturę, żeby się nie zapadał), kolejny na tylną ścianę. Mocowane na budowlaną taśmę maskującą i na kolorową taśmę izolacyjną, wykończone papierem samoprzylepnym (wszystko co tylko było w domu) i ozdobione naklejkami.
Był to projekt Wiktorii, Benio tego dnia wymiotował od 6 rano i cały dzień spędził w łóżku (naszym, bo w łóżku mamy i taty choruje się oczywiście lepiej). Kiedy domek nabrał już kształtów, Wiktoria koniecznie chciała namówić brata, żeby się w nim położył, ale Benio czuł się na tyle fatalnie, że nie miał zupełnie na to ochoty. Zapragnął jednak w końcu zmienić rodzicielskie łoże na swoje własne i wtedy domek posłużył za "karetkę".


Wiktoria wyklejając swój domek cały czas mówiła o morzu, piasku i muszelkach, jak to będzie fajnie używać tego domku na plaży, że zrobi specjalną półkę do suszenia muszelek i że "chyba zemdleje tak się tego nie może doczekać" Delikatne sugestie na temat rozmiarów domku i trudności w transporcie rozwiązała zwięzłym - kupimy przyczepę, a potem, że najpierw do samochodu wsadzimy domek, a potem do domku torby - i jak tu dyskutować z taką racjonalnością?
Zostałam zaproszona do środka domku, ale ledwie się tam zmieściłam na czworakach, co ją bardzo rozśmieszyło i powiedziała, że wyglądam jak byk w zagrodzie :) A na koniec dnia ułożyła się spać w domku.


Domek ostatecznie został ulepszony o przestrzeń do suszenia muszelek i specjalne koperty na muszelki, do których na razie trafiły odbitki z zeszłorocznych wakacji nad Bałtykiem.
Mąż kiedy zobaczył jaki gabaryt powstał z kalendarzy zapytał nieśmiało: "Nie mogłaś jej jakoś powstrzymać?" HIPOKRYTA. Jego osobisty projekt pod hasłem domowy browar zajmuje conajmniej dwa razy więcej miejsca!

Dorzucam stan na dzień 21 stycznia:


Z ostatniej chwili (tj 24 stycznia): tylna scianka wytapetowana papierem samoprzylepnym z nowej dostawy, drobne korekty w środku, w planach robienie wyposażenia wnętrz. I wspaniała wiadomość dziadek zgodził się przechować domek do lata na swoim strychu :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz