piątek, 23 października 2015

....ŻE NIE MIEŚCI SIĘ W MOJEJ GŁOWIE

Szkic Benia o „myśli, tak wielkiej, że nie mieści się w głowie” zainspirował mnie do przemyśleń, na temat rzeczy, które nie mieszczą się w mojej głowie.
Doszłam do wniosku, że całe długie lata w mojej głowie nie mieścił się.... TANIEC. Tak, właśnie taniec. W zasadzie całe życie byłam przekonana, że nie lubię tańczyć, bo hałas, bo ścisk, bo nie umiem kroków... I gdyby nie moje starsze dziecko, pewnie tańca nie odkryłabym nigdy.
Kiedy Wiktoria poszła do szkoły, zaczęła uczestniczyć w zajęciach tanecznych, w które stopniowo wciągnęła się aż po uszy. Teraz po domu nie chodzi tylko tańczy, podskakuje, podśpiewuje, a jak ma dostatecznie dużo miejsca robi gwiazdy i mostki i inne akrobacje.
Któregoś dnia od mamy - Kompozytorki Ogrodów, z ogromnym zdziwieniem dowiedziałam się, że oprócz grupy tanecznej dla dzieci jest też grupa dla mam, którą bardzo fajna trenerka (którą należałoby nazwać Kompozytorką Ruchu) krok po kroczku uczy tak, że nawet ten słoń z nadepniętym uchem by się nauczył. Wszelkie jej opowieści systematycznie wkładałam między bajki, nie zdając sobie sprawy, że były jak kropla drążąca skałę. Ale kiedy zobaczyłam finalny występ na zakończenie sezonu, zatkało mnie: jak pięknie, jak kobieco i z jakim wdziękiem dziewczyny tańczyły!
Zapragnęłam, że ja też chcę! Myślałam, że wiem w co się pakuję: znałam opowieść z pierwszej ręki jak wyglądają treningi, widziałam finalny występ, uznałam że można będzie schować się w ostatnim rzędzie jako tło dla tych, które tak pięknie tańczą – do przeżycia. O ja naiwna. W jak niesamowitym byłam błędzie!
Nie będę się rozpisywać ile mnie to kosztowało, żeby zmieścić w głowie myśl o tańczeniu na pikniku. Grunt, że zmieściłam.
Ale najważniejsze co chciałam napisać, to że kiedy już taką myśl uda się w głowę wtłoczyć, to pojemność głowy jakby się trochę zwiększała. Podobno fachowo nazywa się to wychodzeniem ze strefy komfortu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz