sobota, 14 kwietnia 2018

ALICJA I DRUGA STRONA


"Czubki butów Alicji niemal dotknęły kałuży. Wygląda jak lustro – pomyślała - ale jak ja przejdę na drugą stronę?" 

Trudno jest namalować obraz w określonym formacie i na konkretny temat - w tym przypadku tematem było LUSTRO. Te ograniczenia powodują taki artystyczny paraliż. Chyba więcej czasu zajęło mi zaczynanie i porzucanie różnych pomysłów niż namalowanie Alicji. A potem kiedy już zajęłam się tylko tym obrazem, zdecydowania się z której strony kałuży ma stać. I co to dla mnie oznacza.



Obraz wystąpi gościnnie na wystawie pt "MIROIR" / Lustro organizowanej przez francuskie koło malujących architektów -  83ème SALON LIGNE ET COULEUR. Wystawa będzie miała miejsce w Paryżu w Ratuszu 5 Dzielnicy od 18 do 25 kwietnia 2018 r.



Taką mam refleksję, że brama nigdy nie jest zamknięta. To jest kwestia osobistej decyzji - przejść przez nią czy nie?


sobota, 11 listopada 2017

NIBYLANDIA

Iwonka, jakie to ładne, dlaczego jeszcze nie widziałam tej pracy? Pochwal się na Świecie Wyobraźni :)

Opis historii tego obrazu dedykuję sąsiadce Gosi.

1. Obraz.
Namalowałam go na papierze akwarelowym, ma rozmiar 32x44cm, technika to akryle i flamastry. Powstał w kwietniu 2017 roku.



 2. Tytuł
Dla mnie wyspy, archipelagi, atole, przylądki..... Podróż. Benio widzi przekrój przez nasionko drzewa. Zawsze ciekawa jestem co jeszcze można wypatrzeć? 

Natalia: dookoła góry a w środku stawek w którym pływa wielgaśna meduza...nie to nie meduza to mała wysepka...można odpocząć na wodzie...pięknie, kolorowo, letnio.
Krysia: kropla deszczu.
Mariusz:  przekrój mózgu podczas badania rezonansem magnetycznym.
Aga: wesoła żywa komórka.
Ela: Nibylandia.
Dorota: przychylam się do komentarza Agi - komórka żywa i wesoła.
Łucja: mitochondrium albo aborygeńska Kraina Snów, z daleka wygląda jak przestrzenny kwiat.
Marta: pokolorowana meduza.
Beata: a ja widzę podrasowany przekrój przez amonita.

Urzekła mnie NIBYLANDIA. Całkiem jeszcze niedawno wielokrotnie słuchałam tej historii razem z dziećmi w samochodzie. Zupełnie inaczej odbieram historię Piotrusia Pana z perspektywy dorosłego.  Może ja też byłam tam w dzieciństwie?

Na wystawie w Bielańskim Ośrodku Kultury
(kierunek prezentacji jak widać jest dowolny)

3. Podtytuł
Zaczął się rok szkolny. Pomagam Wiktorii obkładać książki. Kiedy widzę tylną okładkę podręcznika do biologii, zamieram. Przecież ta komórka jest jak mój obraz! A PULS ŻYCIA - jak kolejna propozycja tytułu.




 4. Interpretacja
Listopadowy numer Zwierciadła, artykuł Renaty Arendt-Dziurdzikowskiej pt "Tracąc, zyskujemy", fragment:
"Około 20 lat temu południowoafrykański biolog Sydney Brenner odkrył zjawisko apoptozy, czyli "zaprogramowanego obumierania komórek", za co w 2002 roku otrzymał Nagrodę Nobla. Apoptoza polega na tym, że komórka, która żyje jakiś czas - u dorosłego człowieka obejmujący około 20 podziałów komórkowych - musi zostać usunięta. "Zawiadamia" więc sąsiednie komórki, że przyszła na nią pora. Sąsiedzi wysyłają cząsteczki proteinowe, małe pociski, które mają ją zniszczyć. Wówczas komórka rozrywa się na maleńkie cząstki, które są wchłaniane przez pobliskie komórki lub zostają wydalone z organizmu. Przestrzeń po obumarłej komórce zapełnia się w wyniku podziału komórki sąsiedniej. Rozmach tego procesu jest ogromny - w ciągu sekundy zachodzi około 20 milionów podziałów komórkowych, w wyniku których w naszym codziennie zmienia miejsce około dwóch kilogramów komórek. W ciągu całego życia w ten sposób przekształca się 70 ton komórek!"

W tym świetle tytuł NIBYLANDIA nabiera nowego znaczenia.

Zabawne jak wyobraźnia splata się z życiem. Podejrzewam, że życie dopisze ciąg dalszy...

 
  
  

piątek, 10 listopada 2017

PODRÓŻNICZY TORT







DZIECIŃSTWO - ZŁOTY WIEK

Autor: Bernard Piszczelski, lat prawie dwanaście

Było raz dziecko, co miało lat cztery,
Gdy dziesięć lat później szło do opery,
Lecz kiedy miało już prawie trzynaście,
Czytało jeszcze o wróżkach baśnie.
Teraz ma już ponad trzydzieści
I wzdycha, i myśli o tamtych czasach,
Gdy mogło roznosić cukierki po klasach,
A potem matura, studia, pieniądze
I krzyki szefa: "Ja szef! Ja rządzę!!!"
Gdy nadszedł wreszcie urlop i wolne.
Lubiłem ptaki, koniki polne,
Lubiłem z psami hasać po łące
Gdy grzało ciepłe, wiosenne Słońce,
Biegałem nad potok i między drzewa.
A teraz są to tylko marzenia...

wtorek, 7 listopada 2017

CZAS

Lipiec. Praktyka Movement Medicine - tańczymy przeszłość i przyszłość. Każda z nich ma we mnie sobie właściwy ruch. Kilka dni później przyszła do mnie myśl, że teraźniejszość jest jak szczelina pełna światła pomiędzy ścianami przyszłości i przeszłości. Na tyle duża, że zmieści się statek, jak w Gwiezdnych Wojnach, a jednocześnie na tyle mała, że potrzebne jest niezwykłe skupienie na świetle, by nie wpaść w ciemność. W świetle leci się lekko, swobodnie i z wdziękiem. W przeszłości i w przyszłości z trudem, wysiłkiem, jak w zwolnionym tempie.  

Sierpień. Bazar Wolumen. Kupuję kwiaty na balkon. Lubię atmosferę bazaru. Sprzedawcy są tacy tu i teraz, skupieni na chwili, na kliencie. Żywi. Żywotni. Szczelina teraźniejszości jest szeroka jak ścieżka pomiędzy straganami. Robiąc zakupy czuję przepływ życia. Wybieram kwiaty. Szukam najsmaczniejszego kształtu pomidorów i właściwego odcienia śliwek. Jest gorąco, gwarnie, jednocześnie leniwie i uważnie. Bazar to miejsce gdzie forma kurczy się do minimum, a przepływ jest tym, co kształtuje charakter przestrzeni.

Październik. Warsztaty Vedic Art. Tematem jest teraźniejszość, przyszłość i przeszłość. Przypomniał mi się mój szkic i metafora statku i szczeliny. Kiedy rozwijam temat na dużym formacie, pojawia się więcej szczegółów. W przeszłości lewitują bryły wspomnień, a w przyszłości zawieszone są struny oczekiwań. 


I zdziwienie. Nie odbieram w ten sposób czasu w Sopatowcu. To co namalowałam to czas warszawski. Na urlopie, w górach, wśród przyjaznych ludzi  teraźniejszość jest szeroka jak niebo, jest po prostu byciem, a nie pędem. Maluję kolejną pracę.


Tylko na wspomnienia i oczekiwania nadal należy uważać tak samo.

PUŚĆ SŁOWA

Przeczytałam swój ostatni wpis o słowach... Zadumałam się.
Słowa są uparte. Nadal domagają się powietrza - jak ryba wody.



sobota, 23 września 2017

CZYM JEST DLA MNIE INTUICYJNE MALOWANIE?


W malowaniu intuicyjnym ważny jest proces, skojarzenia, nie końcowy efekt. Czasami miejsce do którego się dociera jest bardzo odległe od punktu wyjścia...

Zaczęłam od żółci i czerwieni i po chwili na kartonie paliło się ognisko. Dodałam trochę bieli i błękitu - ogień przygasł. Nie wiedząc co dalej, przewróciłam karton na bok. Zobaczyłam, że mój ogień stał się wodą. Chciałam namalować skaczące delfiny, ale one wolały być falami. Chciałam aby woda tryskała nad ich grzbietami, ale okazało się, że to już nie jest morze, że to jest ziemia, a krople są jak stepowe rośliny. Zamiast delfinów malowały mi się teraz konie pędzące po tym stepie. Konie lekkie, nienamacalne - niebieskawe i zielonkawe, efemeryczne. Malowałam wiatr. Ziemia stała się wiatrem.

Przeszłam przez wszystkie żywioły, aby dojść do POWIETRZA. Czym jest dla mnie powietrze? Nośnikiem słów. SŁOWA ...  

Czasami trudno coś ująć w słowa, czasami rzeczy istotne są głęboko schowane, czasami nazwane są "myślą tak wielką, że nie mieści się w głowie". Słowa są chyba dla mnie dużo ważniejsze niż mi się to wydaje. Jako dziecko zanim zaczęłam malować pisałam powieści. Lubię tworzyć historie. Wygląda na to, że jest we mnie całe mnóstwo niewypowiedzianych i nienapisanych słów, które chyba domagają się powietrza ...
 
Ale to nie o tym chcę pisać.

Chciałam Was zaprosić do intuicyjnego malowania. Niezależnie od tego gdzie ono prowadzi, to bardzo relaksujący proces. Nie trzeba umieć malować. Tylko zaufać kolorom, zaufać kształtom, zaufać kreskom. Nic nie trzeba więcej. Na papierze pojawia się to co najwłaściwsze w tym momencie. Można pozostać tylko przy obrazie lub poszukać słowami znaczenia.

Warsztatowe szczegóły TUTAJ.